W polskiej gastronomii rozwija się nowy nurt rodem z Francji. Chodzi o spolszczoną wersję francuskiej kuchni „bistronomie”, która powstała z połączenia „bistrot” i „gastronomie”.

Bistro to typowe dla Paryża małe lokale stanowiące odpowiedź zarówno na ekskluzywne restauracje, jak i popularne bary. Miejsca takie służą do wypicia lampki wina przy szybkiej przekąsce przy barze lub skromnym obiedzie przy jednym ze stolików. Bistra, które narodziły się pod koniec XIX wieku, przez lata stały w opozycji do klasycznej gastronomii kojarzonej z restauracjami. Do czasu, gdy narodziła się bistronomia.

Bistronomia to połączenie wykwintnej kuchni ekskluzywnych restauracji z atmosferą typową dla starych, francuskich bistro z niewygórowanymi cenami. Za ojca bistronomii uważa się paryskiego kucharza Yves Camdeborde, który rozpoczynał karierę w kuchni luksusowego Hotel de Crillon. Zniechęcony atmosferą i wygórowanymi cenami restauracji zdecydował się w 1992 r. otworzyć na peryferiach Paryża własny lokal – La Regalde. Menu zawierało wiele dań typowych dla bistro, które przygotowywane były jednak z najlepszych produktów. Złożony z nich obiad kosztował czterokrotnie mniej, niż podobny w paryskich restauracjach.

Bistronomia, która we Francji świętuje w tym roku swoje ćwierćwiecze, w Polsce jest nowością. Początki to 2013 r., w którym otwarty został Kaskrut w Warszawie. W podobny lokal wyewoluowało powstałe rok wcześniej Ale Wino. W 2016 r. utworzone zostały dwie inne warszawskie restauracje: Dyletanci i Bez Gwiazdek, uznawane za najbardziej klasyczne przykłady bistronomii w Polsce.

Także poza Warszawą do bistronomii zaczyna przyznawać się coraz więcej niewielkich lokali restauracyjnych z dobrą kuchnią i niewysokimi cenami.

Oprac. ŁG

Print Friendly, PDF & Email

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ