Jak zmusić wirusy, aby wykrywały bakterie? Naukowcy poddają je działaniu pola elektrycznego, dzięki czemu skuteczniej identyfikują bakterie w ludzkim organizmie lub np. świeżych sokach.

Choremu w szpitalu trzeba szybko podać lek i bardzo ważna jest informacja, jaka bakteria wywołała schorzenie, aby zastosować właściwy antybiotyk. Do tej pory identyfikacja bakterii zajmowała od 24 godzin do nawet kilku dni. Tak długie oczekiwanie jest w wielu sytuacjach ryzykowne.

Sytuacja wygląda podobnie w przemyśle spożywczym. Najlepszym przykładem mogą być jednodniowe soki. Co prawda sprawdza się w nich obecność bakterii, jednak informacja o tym, czy są bezpieczne, jest dostępna dopiero po 3-4 dniach, czyli właściwie wtedy, kiedy już zostały spożyte.

Naukowcy za cel postawili sobie, aby skrócić czas tej analizy. Wybrali naturalnego przeciwnika bakterii, jakim jest bakteriofag, czyli wirus atakujący bakterie. Najważniejszą cechą bakteriofagów, umożliwiającą wykorzystanie ich w tzw. bioczujnikach, jest to, że potrafią one specyficznie związać się z danym gatunkiem bakterii. Niektóre wiążą się tylko z jednym szczepem, inne z jednym gatunkiem, a bardzo rzadko z całą rodziną.

Bakteriofag wpuszcza swój materiał genetyczny do środka bakterii, aby mógł się namnożyć. Gdyby wpuścił go do przypadkowej bakterii, ta po prostu by go zignorowała. Mnożące się bakteriofagi są jak bioczujniki do detekcji określonego, poszukiwanego związku. Wykorzystywane są więc jako element sensoryczny, czyli wskazujący, który pochodzi z natury.

– To mogą być kwasy nukleinowe, przeciwciała, enzymy. Natura jest w tej sytuacji sprzymierzeńcem człowieka, bo od trzech miliardów lat ewolucja przystosowuje te biologiczne czynniki do pełnienia danej funkcji. Dzięki temu są „specyficzne”, czyli nie ma ryzyka, że dadzą nam fałszywie pozytywny czy fałszywie negatywny wynik badania diagnostycznego – wyjaśniają naukowcy.

Red.

Print Friendly, PDF & Email

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ